like dying in the sun

/ It's Like Dying In The Sun / {akcja}
2010
lipiec (16)
sierpien (11)
wrzesień (5)
październik (12)
listopad (2)
grudzień (11)

2011
styczeń (5)
luty (1)

niedziela, 6 lutego 2011 16:24:56
www.on-the-way-to-happiness.blog.onet.pl
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (5) Dodaj

~48rozdzial~Janne da ark-feel the wind.

niedziela, 30 stycznia 2011 17:42:38
Podal dziewczynie rękę pomagając przy tym zejsc z podwyszenia.Niechętnie,ale pozwolila swojej dloni spocząc w jego ręku.
-Tym razem nie uciekniesz mi,-uslyszala przy uchu sciszony baryton bruneta,nie znoszący sprzeciwu.Nic nie odpowiedziala.Omal nie zachlysnęla się powietrzem,ktore z trudem lapala.Byla na tyle podenerwowana,ze wszystko w jej wnętrzu dygotalo.Na jeden dzien wrazen bylo za duzo.Niemal przewrocila się,gdy nogi zaczynaly odmawiac posluszenstwa,ale silna dlon Gaspara przetrzymala ją przyciągując blizej siebie.To trwalo tylko chwilę,ale tego wystarczylo,zeby twarz Aishy przebrala czerwony odcien.Dziewczyna oderwala się szybko od bruneta,uklonila się nawet nie spoglądając mu w twarz i ulotnila się w stronę,gdzie czekal na nią Taro.Przez ten krotki czas czula na sobie spojrzenia wszystkich zebranych co niezmiernie ją krępowalo.Nie wiedziala co na nią nadchodzilo,gdy brunet byl obok.Usiądla obok Taro,ktory cos entuzjastycznie szeptal,jak zawsze ignorowala to.Z jakąs obawą w oczach przerzucila po calej sali szukając tej jedynej osoby,ktorej nie chciala widziec.Zobaczyla Go.Siedzial z nieznanym jej męzczyzną w drugim koncu sali.Przez chwilę przyglądala się mu,a gdy on odwzajemnil spojrzenie opuscila swe powieki,tak ze rzęsy tworzyly teraz ciemną zaslonę sięgającą niemal policzkow.
-Aisho?-Taro dotknąl jej ramienia,a ona nadal byla nieobecna.Polozyla na stole swoją nagrodę i wstala z miejsca.
-Dokąd idziesz?-zamrugal oczyma Taro,jak zawsze nie rozumial brunetki.Nie odkrywala się nikdy do konca,co tam do konca,jezeli nie odkrywala mu się nigdy.
-Zaraz wrocę,-mowiąc to mimowolnie spojrzala w przeciwlegly koniec sali.W pomieszczeniu znowu roznosila się wolna muzyka,niektorzy z zebranych kierowali się na srodek sali,gdzie drudzy juz tanczyli.Natomiast zielonooka ruszyla w kierunku wyjscia.Przed oczyma wciąz miala obraz bruneta.Po wyjsciu z sali znalazla się na korytarzu,z ktorego wyszla na ulicę.Zdziwiony portier przy drzwiach dziwacznie jej się przyjrzal,w styczniu ubraną jedynie w sukienkę na szelkach.Teraz nie myslala o tym,jak wyglada ze strony.Nawet nie czula chlodu,gdyz wewnątrz plonęla,wydawalo się jej,ze wszyscy tam zebrani gapili się jedynie na nią.Zaczerpnęla chlodne powietrze do pluc i spojrzala na zegarek.Wskazywal dwadziescia po osmej,więc minęla godzina i pięc minut odkąd weszla do tego cholernego powieszczenia.Uslyszala jak drzwi do restauracji się otwarly i portier z kims się przewital.Nie odwracala się.Sięgnęla ręka do torebki,wyciągnęla jednego papierosa i zapalniczkę.Zapalila go zaciągując się dymem.
-Nie zmienilasz się,nadal palisz,-uslyszala znowu jego glos i poczula przyjemną won męskich perfum.Nawet nie spojrzala na niego.
-A ty zmieniles się,zestarzales się,-mowiąc ostatnie slowo zajrzala mu glęboko w oczy,usmiechając się przy tym z ironią.
-Jednak jestes tą samą osobą,Aisho,-powiedzial mruząc oczy w blogim usmiechu.Poczula na plecach jakąs cieplą tkaninę.Okryl ją swoją marynarką.Spojrzala na niego pytająco,ale nic nie powiedziala.Stala jak posąg i spoglądala na swoje juz posiniale stopy,bylo zimno,nawet bardzo.
-Zmarzniesz,-powiedziala po kilkusekundowej ciszy do bruneta,bala się jego spojrzenia.W jej zgiętym ręku tlil się papieros.Pochylil się lekko nad nią i bez większego wysilku wyciągnąl go z ręki dziewczyny.Zaciągnąl się glęboko spoglądając na nią z rozbawieniem.
-Nie jestem tak ubrany jak ty,chodzmy do srodka,-odpowiedzial usmiechając się kącikiem ust,zgasil niedopalek o metalową smietniczkę znajdującą się obok.Pociągnąl ją za ręke,ale ona opierala się jak male dziecko.Miala opuszczoną glowę,ktore podniosla i spojrzala na niego.
Przyjrzala się mu uwaznie.Wlosy mial teraz o wiele dluzsze niz dwa lata wstecz,gdy ostatni raz go widziala.Nosil je zwiazane w kitkę,a grzywa opadala mu niedbalymi pasmami na twarz.Wyglądal pociągająco,jakos tak dziko.Procz fryzury nie zmienil się,byl tą samą tajemniczą osobą mowiącą zagadkami,lubiącą czern i noc.
-Cos nie tak?-zapytal unosząc brwi.
-Nie,-odpowiedziala.-Nie wiedzialam,ze masz tak ciemne tęczowki,-dodala lekko się rumieniąc i dygocząc.
-Nie wiedzialem,ze jestes tak glupia,-objąl ją ramieniem i pociągnąl w kierunku drzwi wejsciowych,przez ktore wyskoczyl zdenerwowany Taro,trzymający w ręku nagrodę i bolerko dziewczyny.Stanęla znowu jak wryta.
-Aisho!-westchnąl widocznie z ulgą.-Ja cię wszędzie szukalem,wszystko w porządku?-tu spojrzal na bruneta z niedowierzaniem. Portier przyglądal się calej sytuacji z niklym usmiechem na twarzy.Napewno wyglądali zabawnie.
-Tak,-po raz kolejny wymusila usmiech.Czula się w pulapce,Taro będzie wiedzial o jej tajemniczej więzi z Sayorą.Przelknęla slinę i ruszyla w stronę Taro.
-Proszę mi wybaczyc,jest mi juz lepiej,-rzekla do bruneta oddając marynarkę.Spojrzal na nią zaskoczony.
-Nie ma za co,-usmiechnąl się.
-Taro,-zwrocila się mile do takze zaskoczonego i zaniepokojonego blondyna.-Chodzmy juz.
-Ee...-wydukal patrząc się na Sayorę.-Do widzenia,-uklonil się i szybkim krokiem odszedl.
www.on-the-way-to-happiness.blog.onet.pl
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (2) Dodaj

~47 rozdzial~Malice Mizer-bel air,Moi dix mois^^

sobota, 22 stycznia 2011 18:15:46
-Slonko,dlaczego jestes taka ostra?-zrezygnowany blondyn odsunąl się na bezpieczną odleglosc,w tym samym czasie cofając ręce precz.Dazyl kobietę wielkim szacunkiem i nie chcial tego niszczyc,wiedzial,ze zachowywal się glupio,ale nic nie mogl ze sobą zrobic.Widocznie Aishiwa wymuszala w nim taki odruch.
-Mogę byc bardziej ostra,-przyblizyla swoją twarz do męzczyzny i zajrzala mu ostrzegawczo w oczy,marszcząc zlowrogo przy tym wlasne.Jakze uwielbiala nad nim się znęcac,chociaz czasami odnosila wrazenie,ze to ona sama nad sobą znęca,jedynie przekrywając się biednym Taro.Wiedziala doskonale,ze dla niego byla nie tylko wyzsze stanowisko zajmującą osobą,a takze obiektem jego westchnien,na co,rzecz jasna nie zwracala zbytniej uwagi.Raczej zwracala,tylko udawala,ze nie zwracala.
-A-ale nic ci nie zrobilem,-odsunąl się jeszcze na centymetr do tylu.
-Uwazaj,bo spadniesz z krzesla,-z wyzszoscią usmiechnęla się w momencie,gdy podszedl kelner.Znow miala diabolicznie zmruzone oczy,co dodawalo jej uroku.
-Będą panstwo cos zamawiac?-zapytal uprzejmie.
-Whisky,-odpowiedziala mu ze smiertelną powagą.Kelner uklonil się i bez slow odeszedl.
-Nie dalas mi slowa powiedziec,-burknąl Taro splatając ramiona.
-Daj spokoj,kto tu jest szefem?-zapytala unosząc uwodzicielsko brwi.
-Ty,-westchnąl.Jawnie pogodzil się juz ze swoim statusem.
Usmiechnęla się zadowolona i takze westchnęla.
Kelner przyniosl zamowienie i sam się bezszelestnie ulotnil.Nawet nie spojrzala na niego,ani na stol.Zerknęla tylko na elegancki kobiecy zegarek na swoim zgrabnym nadgarstku,ale nic tam nie zobaczyla,jej mysli byli gdzie indziej.Jakis niewidoczny niepokoj zaczynal wchlaniac się w kazdą komorkę jej ciala.Nieprzyjemne odczucie.Odczuwala cos w rodzaju deja vu,cos znanego a jednoczesnie obcego.
Skulila się nieznacznie na sama mysl,ze cos musi się stac.Sięgnela do szklanki,ale nawet jej nie tknęla.
-Zle się czujesz?-wsrod szmerow i halasu uslyszala lagodny glos Taro.Wydawal się taki daleki i dziwny,jakby wydobywający się gdzies zza sciany.Dotknęla palcami swojej skroni i lekko się krzywiąc,jakby od niechcenia zmusila siebie spojrzec na blondyna.
-Aisho?-zaniepokojony zapytal.Martwil się.
-Mhm,-wymamrotala cos niezrozumialego.
-Wszystko w porządku?-zajrzal jej w oczy.
-Tak,-odpowiedziala mu lagodnie i wymusila szczery usmiech,jednak nieprzyjemne uczucie nie minęlo.
-Ciesze się,-odpowiedzial weselej,ale nie spuszczal z niej wzroku.Byla nadal jakas nieprzytomna i odlegla.Wyglądalo,ze jej cialo znajdowalo się tu,w tej sali,a umysl gdzies pogrązony w czyms zupelnie nie związanym z terazniejszoscią.Nawet podczas burzy oklaskow nie reagowala na to co się dzialo,spoglądala gdzies we wszystkie stony,tylko nie do przodu.Jakby cos nią kierowalo,nie chciala tam spoglądac,ani sluchac co tam się dzieje,ale jednoczesnie,gdzies glęboko czula niepohamowaną chęc powrocenia glowy w tamtą stronę.Postanowila sprzeciwic się tej pierwszej i oddac się drugiej chęci.
Chwila,gdy zmuszala siebie uniesc powieki w stronę sceny ciągnęla się niemilosiernie powoli.Zlapala siebie na mysli,ze jest teraz aktorką w filmie,zwanym zyciem.
-Powitajmy naszego goscia!-wyrecytowala ta sama kobieta w fioletowej sukience.
-To nie mozliwe,-wydukala,czego na szczęscie nie uslyszal Taro,gdyz rozbrzmialy się kolejne echa oklaskow.To byl On.Gosciem specjalnym byl On.Nie wierzyla wlasnym oczom.Ironia.Wsrząsnąl nią dreszcz zdenerwowania i jednoczesnie przyjemne cieplo zapelnilo jej serce.Jednak czula,czula,ze mialo cos się stac,tylko nie spowdziewala się,ze tutaj i tak szybko.
-Aisho!-poczula lekkie szturchnięcie.
-Co?-syknęla o dziwo opanowanie,czyli byla juz sobą,przynajmniej dla Taro.
-Na scenę,nagroda!-zagestykulowal rękoma podniecony.
-Nagroda,-szepnęla.Tylko po chwili,juz będąc w drodze zorientowala się,ze musi wejsc na scenę i odebrac nagrodę.Jej czasopismo wkrotce musialo zostac mianowane najlepszym wydawnictwem roku!
Nogi kierowaly ją we wlasciwym kierunku,chociaz sama nie byla pewna co do tego,gdzie się znajduje i z jakiego powodu.Przez caly czas myslala,ze nogi pod nią się uchylą i ona bezwladnie opadnie na posadzkę wylozoną w szachy.Chyba wlasnie tak powinna czuc się kobieta krocząca do oltarza-podniecona i zdenerwowana.Usmiechnęla się mimowolnie na tą mysl.Podniosla oczy do gory,On byl juz zupelnie blisko.Usmiechal się i uwaznie spoglądal na nią.Na chwilę odczula jak ich spojrzenia się spotkaly,jak i dawniej poczula siebie slabą.
Wręczyl bez slow jej jakis papier w ramce i kopertę.Przytulil i uscisnąl dlon,a ona jedynie jak lalka nie kierująca swoimi konczynami usmiechala się sztucznie i mrugala powiekami.Czula na sobie Jego na wylot przeszywające spojrzenie,starala się nie zawracac sobie tym glowy.Bylo trudno oprzec się jego ciemnym tęczowkom.
-Dziękuje,-wymarotala.Powiedziala jeszcze jakis krociotki monolog,dotyczący pracy nad wydawnictwem i ponowne podziekowanie na koniec.Za pomocą bruneta,na watnich i dygoczących nogach zeszla z podwyszenia.Serce bilo jak oszalale.
www.on-the-way-to-happiness.blog.onet.pl
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (1) Dodaj

46 chapter...beast-breathe^^

sobota, 8 stycznia 2011 15:49:53
Usiądla zrezygnowana na krzesle i oparla podbrodek na splecionych dloniach.Reya spojrzala na nią ze wspolczociem,a moze nawet politowaniem.Chwilę przeglądala teczkę z jakims artykulem.Zmarszczyla brwi uwaznie przyglądając się tresci.
-Wszyscy się poznią,-przerwala chwilę skupienia zielonooka przyjaciolka.
-Aha,-mruknęla Reya niewyraznie podając dziewczynie artykul.Aisha spojrzala na nią pytająco.
-Wygląda na to,ze tylko my się znamy na zegarku,-rzekla z usmiechem Reya i po chwili dodala powaznie.-Przeczytaj.
-Co to ma byc?-zmarszczyla niedowierzająco brwi brązowowlosa.
-Artykul,-odparla beznamiętnie Reya spoglądając na zielonooką wyczekująco.
-Widzę.Co z tego?-zapytala Aisha.
-Jak to co?-oburzyla się skosnooka.-Przeczytaj uwaznie.
-Dzien dobry!-do pomieszczenia jak burza wpadl przystojny blondyn.
-Pozniej,-odparla Aisha.Powrocila się w stronę nowo przybylego.Glowę i ramiona mial pokryte cienką warstwą sniegu.
-Gdzie cię diabel nosil do cholery?-podskoczyla z krzesla wsciekla.Spojrzala na niego wymownie i znowu usiądla na miejsce.
-Co za idiotyczny dzien,-mruknęla przecierając palcami skronie.
-Slonko wybacz,-jęknąl męzczyzna.
-Kieruj swoje slonko gdzie indziej,-odparla bezuczuciowo.Wstala z miejsca biorąc do dloni artykul.Skierowala się do swojego gabinetu.
-Aishima,-mruknąl do kobiety blondyn idąc z tylu.Reya usmiechnęla się pod nosem sluchając ich wymian zdan.
-Odczep się,-rzekla zielonooka stanowczo piorunując męzczyznę spojrzeniem.
-Pokarzę ci cos,-usmiechnąl się od ucha do ucha. -Potraktujesz mnie lagodniej.
-Nie smiej marzyc,-prychnęla juz rozbawiona zachowaniem swojego zastępcy.
-Zobaczymy,-rzekl zamykając za sobą drzwi.Reya spojrzala na męzczyznę spojrzeniem mowiącym ,,szczęsliwie".
Aisha usiądla za stolem i spojrzala ze znudzeniem na blondyna.
-Więc?Czekam,-odparla juz znudzona.
-Spojrz co mam,-wyjąl cos z teczki,ktorą mial ze sobą.Pomachal tym przed nosem dziewczynie.
-Co to?-ze zmruzonymi nadal niedowierzająco oczyma spytala.
-Zaproszenia,-odparl dumny z siebie.
-Dokąd?-zmarszczyla brwi.-Daj mi tutaj!-rozkazala.
-Co za to otrzymam?-schowal za plecami zaproszenia.Aisha byla wkurzona nie na zarty.
-Taro Wesley!-wrzasnęla na co męzczyzna lekko się skrzywil i poslusznie polozyl koperty na stole.Wyszedl bez slowa z miną zbitego psa.
-Cos jej zrobil?-zachichotala Reya do męzczyzny.
-Nic szczegolnego,-mruknąl i skierowal się do swojego gabinetu.
~*~
Uroczystosc miala się odbyc piętnastego stycznia w jednej rozkosznej restauracji z salą bankietową.
Zegar przy wejsciu wskazywal piętnascie po siodmej.
Stala przy wejsciu restauracji i nerwowo przystąpywala z nogi na nogę.Bylo zimno.
Na sobie miala bialą sukienkę sięgającą kolan.W talii byla przepasana kokardką i w dol rozchodzila się w zabawny dzwoneczek.Na gorę miala narzucone czarne futrzane bolerko,a na nogach lakowane pantofelki na szpilkach.Elegancki komplet uzupelniala takze blyszcząca torebka kopertowka.
Ponownie się rozejrzala.Ujrzala go.Wysiadl z swojego srebrzystego auta.Kroczyl w jej stronę.
-Gdzie byles?-syknęla zanim zdazyl się rozdziawic i cos powiedziec.
-Ej,slonko!-przylegl do niej calując w policzek.-Spokojnie.
-Ja dam ci spokojnie!-ponownie syknęla odsuwając Taro od siebie.-Spozniles się.
-Wybacz,-spojrzal na nią niewinnie.-Korki,przeciez wiem.
-Wyobrazę sobie,ze wiem,-burknęla.-Chodzmy do srodka,-dodala dygocząc.
-Slonko,dlaczego beze mnie nie zaszlas?-zapytal blondyn biorąc dlon brunetki do swojej.Szarpnęla i wyrwala rękę z uscisku.Nie przepadala za blondynem.Wkurzal ją.
-Zebys ty nie mial pecha.Idioto,-odpowiedziala pokazując zaproszenia ochroniarzom.-Zaproszenia przeciez są u mnie.
Weszli do srodka.
-A,-mruknąl zawstydzony blondyn.-Wybacz slonko.
-Nie szkodzi,przyzwyczailam się do twoich wybrykow,-spojrzala na niego morderczo.
,,Dlaczego przystojni męzczyzni są tacy idioci".Przeszlo jej przez mysl.
Znajdowali się w restauracji.Mlody kelner wskazal miejsca,gdzie mieli usiąsc.Byl to nieduzy stolik w samym koncu sali.Naprzeciwko znajdowala się nieduza scena,na ktorej jacys muzycy grali spokojny,wręcz melancholijny utwor lat pięcdziesiątych.Muzyce nieustannie towarzyszyly roznoszące się rozmowy i smiechy ludzi,ktorzy znajdowali się w tym jasno oswietlonym pomieszczeniu.
-Przytulne miejsce,-usmiechnąl się Taro oglądając się.
-Taa,-burknęla.,,Szczegolnie z tobą".
Na scenę weszla jakas kobieta w fioletowej sukni,obrzucila spojrzeniem widzow i wkrotce niektore swiatla zgasly.Większosc swiatel reflektorow padalo na scenę.
-Och,co to ma byc?-westchnąl zainteresowany blondyn.
-Napewno nic nadzwyczajnego,-szepnęla brunetka ze znudzeniem przeglądając tresc menu.
-Kochanie,dlaczego jestes tak niegatywnie nastawiona do zycia?-Taro spojrzal na nią maslanymi oczymi i poglaskal ją po ramieniu.
-Nie zwracaj się tak do mnie,-syknęla spoglądając mu w oczy.Między brwiami kobiety powstala pionowa kreska,ktora oznaczala zlosc.Odtrącila jego ramię i spokojnym,ale przesyconym jadem glosem dodala:
-Precz lapy.
www.on-the-way-to-happiness.blog.onet.pl
Nastrój:
Kategoria: Opowiadanie
Komentarze (0) Dodaj

Rozmowa do 45 rozdzialu

piątek, 7 stycznia 2011 11:03:41
Bawila się bransoletką na nadgarstku chlopaka.
W siatkowkę graralo się jej w miarę dobrze,bylo wesolo,ale byla dziwnie zintrygowana i zdenerwowana.
-Nie lubię siatkowki,-odparl spokojnie,jednak nie umknęlo jego uwadze ,ze dziewczyna co chwilę zerkala na bruneta.
-Ai,-zwrocil się do dziewczyny czule.-Będę zajzdrosny,-usmiechnąl się,chcial odrobinę rozladowac napięcie jakie wyczul wokol niej.
-Co masz na uwadze?-spojrzala na niego zielonooka lekko zamglonym wzrokiem.Rozmyslala.Jednak zauwazyl.
-Spoglądasz na niego,-odpowiedzial zatroskany.Wyczula zajzdrosc.Zartowal,ale mowil prawdę,byl zajzdrosny.
-Wybacz,-wtulila się w niego szczelniej.
-Nie masz za co,wiem,jak mnie kochasz,-usmiechnąl się i pocalowal ją w czolo.On wiedzial,ze ukochaną martwi zachowanie jego przyjaciela.Zauwazyl to juz samego pierwszego dnia,gdy zapoznala się z Gasem.Nie chcial o tym mowic,tymbardziej w tak piękne popoludnie.
-Kami?-szepnęla do ramienia swego ukochanego pytająco.
-Tak kotku?-spojrzal na nią czule.Wiedzial o co zapyta.
-Chcialabym cię o cos zapytac,-zaczęla.-nie jestem pewna czy uzyskam odpowiedz,ale muszę sprobowac.
Dziewczyna często rozmyslala nad tym,ale zadnego wniosku nie wyciągnęla.Nie mogla zrozumiec dlaczego prawie obcy dla niej czlowiek ją nie lubil.
-Pytaj,-rzekl krotko.Lekki powiew wiatru musnąl jego wlosy,ktore zaslonily mu odrobinę twarzy.
-Jestes jego przyjacielem,-rzekla.Teraz to ona spoglądala przed siebie.Czula spojrzenie ukochanego na sobie.
-Cos w nim nie tak?-zapytal.Byla pewna,ze Kamir rozumial o czym myslala,po prostu udawal.
W jego zielono-brązowych teczowkach zalsnilo obawa,ktora natychmiast zgasla.Teraz spoglądal na nią z oczekiwaniem.
-On,-mruknęla.-Jest dziwny,-tylko tyle wydusila.Z nieznanych jej samej powodow okazalo się,ze bylo trudno o nim mowic,szczegolnie,ze byl niedaleko.Spoglądala na morze,ktore teraz lsnilo niczym krysztal.Nadchodzil juz wieczor.Nieopodal dalo się slyszesc smiechy przyjaciol.
-On taki zawsze.Wiem co masz na mysli,on cię traktuje inaczej.Zauwazylem to juz,-usmiechnąl się jakos tak z kpiną i smutkiem jednoczesnie.Widocznie bylo mu nieprzyjemnie,ze przyjaciel nie akceptuje jego dziewczyny.I nie podaje powodow.
Kamirian rozumial,jakze on dobrze ją znal.Usmiechnęla się do niego i pocalowala lekko w usta.
Nadal niepokoilo ją takie postępowanie starszego męzczyzny.Czula się skrępowana,gdy on spoglądal na nią z urazem.Byla taka jak wszyscy.Nic mu zlego nie zrobila,nawet nie miala okazji z nim pogadac w miarę normalnie.
-Gabi wspominala cos o jego dziecinstwie,ale nic konkretnego nie powiedziala,-dodal jeszcze.
-Dziecinstwie?-mruknęla zdziwiona.-Jaki ja mam związek do tego?
-Nie wiem,-wstal.-Wlasnie to i jest jego tajemnicą,-podal jej rękę pomagając wstac.
-Ty mnie ochronisz przed nim?-zapytala juz wesolo.Otrzepala piasek z tylku.
-Tak kochanie,ochronię,-poczochral ją po wlosach.-A teraz chodzmy.
-Kamir!-udala urazoną.Smiala się.
Po rozmowie z Kamirianem poczula się lepiej.Byla rozbawiona.On zawsze potrafil ją rozweselic.
Rozbawieni uszyli w stronę pozostalych,ktorzy rozlozyli juz swoje rzeczy na piasku.Zamierzali spędzic wieczor przy ognisku.

Nie zwazając na nic czula się szczęsliwa,bo Kami byl obok,zawsze przy niej.
~*~
Teraz siedząc w pustym mieszkaniu tamte chwile odradzaly w niej przyjemne,ale jednoczesnie bolące uczucia.Minęly cztery lata,a ona nie potrafila zrozumiec bruneta.Nadal tęsknila za bratem i Kamirem.O Gasparze nie wiedziala kompletnie nic,nawet nie pamiętala,ktorego ma urodziny.Zagryzla wargę.Czula się taka samotna,tak chciala zobaczyc tego drania,tęsknila za nim.Tęsknila za Maxem,tęsknila nimi wszystkimi.
-,,Coz.Wycofalam się.Powrotu nie ma",-pomyslala i wlączyla telewizor.Nic ją nie interesowalo.Skierowala się do kuchni wziąsc cos do zjedzenia.Telewizor zostawila wlączony na pierwszej lepszej audycji.Przyrządzila sobie kanapki z serem i szynką.
-...lider zespolu Metro Story zostal przylapany z piękną brunetką w barze...-uslyszala jak spiker mowi.Wepchnęla kanapkę do buzi i ruszyla do salonu.
-,,Ech,Maxio,Maxio"-westchnęla rozbawiona w myslach.
Nawet nie porzegnala się z nim porządnie,ale nie czula zlosci do niego.Wybaczyla mu.Chyba tego samego dnia,gdy ją pocalowal.
Spiker mowil cos jeszcze na temat Metro Story i jakiegos innego zespolu,ale ona juz niesluchala.Przymknęla oczy mysląc o następnym dniu ile czeka na nią pracy.Chciala juz spac,powieki powoli zamykaly się.Westchnęla i raptownie otworzyla oczy slysząc znane jej dobrze imię.
~*~
-Pan Sayora oglosil,ze stal się oficjalnym czlonkiem nowo zalozonego zespolu o buntowniczej nazwie After Sex,-następnego dnia zacytowala uslyszane w telewizji slowa.
-Gas daje czadu,-zasmiala się Reya przerzucając oczyma jakies papiery.
-Aha,-mruknęla Aisha co chwilę zerkając na zegar.-Czerpie z zycia co się da.
-Kogos czekas?-uniosla pytająco brwi ciemnooka.
-Tak,-odparla.-Gdzie do cholery polazl ten idiota?
-Wesley?-zapytala.-Widocznie pozni się.
-Wlasnie widzę,-syknęla niezadowolona Aisha.
www.on-the-way-to-happiness.blog.onet.pl
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (0) Dodaj

44 skyrius...Kaip gera,kai tavęs nesupranta^^

środa, 5 stycznia 2011 15:59:44
-Dzieciaki,-wywrocil jak zwykle oczyma Gas,ale sam wybuchnąl smiechem.Spojrzala na niego.Zawsze byl powazny,usmiechal się rzadko,jednak tym razem usmiech mial szczery.Mimowolnie zachichotala.Mial rację,oni wszyscy są dziecmi.Wkrotce w lesie rozlegl się chichot i rechot pozostalych.
Wtulila się w cieple ramię Kamiriana idącego obok.Usmiechnęla się do niego,a on odwzajemnil usmiech.Nawet teraz pamiętala te cieplo,ktorym otaczal ją,ten usmiech,ktory towarzyszyl mu,gdy byla obok.Calych pozostalych kilka minut szla wtulona w niego.Naprzeciwko szla Reya,Max i Rei,ktorzy co chwilę o cos się klocili i biedny Max musial ich uspokajac.Jako sami pierwsi szli Dariel z Mariko,oraz Gas z siostrą i Imaru.
Dariel i brat rudowlosej dzwigali dwa drewniane slupki,a Mariko niosla nierozlozoną siatkę do gry w siatkowkę.
-Moze tutaj będzie dobrze?-westchnąl cierpiętniczo Imaru.
-Nie.Chodzmy dalej,-powiedzial Dariel.
- A nie moglismy zagrac gdzies na podworku?-otarl dlonią czolo zielonooki i wkrotce krzyknąl:
-Alla!To boli!
Wszyscy zaczęli się smiac z nieuwagi Imaru,ktory upuscil sobie na stopę slupek,ktory niosl.Jedynie Gabriella podbiegla do swego ukochanego zaniepokojona.
-Boli ci?-zapytala z obawą.
-Ech,tyle z tym.Chodzic mogę,-usmiechnąl się do zatroskanej brunetki drapiąc się po glowie.Podniosl slupek i ruszyli dalej.
~*~
Westchnęla.Uniosla lekko glowę do gory.Chwilę spoglądala na lampę wiszącą pod sufitem.Dawala lekki odblask fioletowego swiatla.
Zielonooka odniosla wrazenie,ze jest teraz podobna do samatnego mezczyzny,typowego singla z amerykanskich filmow,ktory wraca do pustego mieszkania i rozmysla nad swoim zyciem.Parsknęla cichutko.Lekko drgnęla,gdy w mieszkaniu rozlegl się natarczywy odglos dzwoniącego telefonu.Odstawila niedopity kieliszek i sięgnęla do aparatu.
-Slucham,-rzekla przylozywszy sluchawkę do ucha.
-Czesc,Aishima,-uslyszala znajomy glos brunetki.Sięgnęla znowu do kieliszka i zamoczyla w nim usta rozkoszując się smakiem alkoholu.
-Czego o takiej porze?-beznamiętnie zapytala oglądając uwaznie kielich trzymany w dloni.
-Jestes w zlym nastroju?-zapytala niesmiale brunetka.
-Nie,-odpowiedziala krotko.-Oglądalam wlasnie film.-sklamala,sama nie wiedziala po co.
-Khm,-brunetka milczala,tylko cichutko odkrząknęla.-Powiedzmy uwierzylam.-parsknęla.
Teraz rudowlosa milczala.Po chwili zapytala:
-Cos chcialas mi powiedziec?
-Tak,-mruknęla.-Moze chcialabys gdzies pojsc?Do klubu czy tak gdzies?
-Nie,-odpowiedziala stanowczo zielonooka.
-Napewno?Jeszcze nie znudzilo się ci siedziec w domu?-zapytala z wyrazną troską i lekkim wyrzutem.
-Nie,-burknęla i dodala lagodniejszym tonem.-Dziekuję,ale nie mam ochoty,Reyo.Dobranoc.
-Nie zadręczaj się,-powiedziala jeszcze Reya,ale Aisha polozyla juz sluchawkę.
~*~
-Aisho!Bij!-krzyczala Reya,ale rudowlosa nie zdązyla się zorientowac i dostala pilką w twarz.
-Mieniamy pozycje.-powiedzial Dariel.Teraz to on musial podawac pilkę.
-No co,męzulku?Przygrywasz?-z kpiną zapytala Mariko zza siatki.
-Nie kochanie.-cwaniacko się usmiechnąl.Podrzucil pilkę do gory i odbil ją pięscią.
www.on-the-way-to-happiness.blog.onet.pl
Nastrój:
Kategoria: Opowiadanie
tagi:
Komentarze (2) Dodaj

Metro story

piątek, 31 grudnia 2010 22:29:58
Po rozpadzie Dark Waters o Rei'u i Maxie nie bylo slychac zadnych wiadomosci-smierc przyjaciol byla dla nich duzym wstrząsem.Natomiast Dariel nie tracil nadaremnie czasu-otworzyl wytwornię muzyczną,a Gaspar powrocil do wlasnej kariery.
Wracając do Maxa i Rei'a,to dopiero w kwietniu 2007 roku chlopacy powrocili na scenę muzyczną z nowym zespolem i czlonkami.
Sklad:
Sebi-wokal;
Eric-gitara,keybord;
Max-gitara;
Samir-perkusja;
Rei-gitara basowa.
www.on-the-way-to-happiness.blog.onet.pl
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (0) Dodaj

piątek, 31 grudnia 2010 21:23:45
Do początku 2003 roku Gaspar Sayora pracowal nad swoją karierą solową,takze byl prezenterem TV SHOW o nazwie ,,Sing with me".Mozliwe,ze i nadal zostalby solowym wykonawcą,gdyby nie jego najlepszy przyjaciel Dariel Kim,ktory chcial stworzyc cos wspolnego.Wlasnie nadarzyla się taka okazja.Znudzony nadmiarem ludzi Dariel zaproponowal Gasparowi odwiedzic malo znany klub,gdzie jak twierdzil daje występy mlody i nieznany zespol.Byl to ten klub,gdzie wystepowala czworka przyjaciol.
Po krotkim występie Dariel postanowil podejsc i zagadac z chlopakami,zawsze obojętny na wszystko Gaspar nie mial nic przeciwko.Tamtego dnia rozpoczęla się przyjazn i wspolpraca.Mlodzi chlopacy zostali wyciągnięci z ,,dziury"-tak powstal zespol Dark Waters.
Sklad zespolu:
Dariel-gitara;
Gaspar-wokal;
Max-gitara;
Rei-gitara basowa;
Imaru-keybord;
Kamirian-perkusja, wokal wspomagający.
Zespol istnial od 2003 roku do 2006.Po smierci dwoch mlodych muzykow zespol się rozpadl.
www.on-the-way-to-happiness.blog.onet.pl
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (2) Dodaj

Opis Aishy Aishimy

czwartek, 30 grudnia 2010 12:26:27
Drobna szatynka (obecnie rudowlosa,w przyszlosci brunetka) zielonych oczach.To dziewczyna,ktorej zycie toczylo się w miarę spokojnie,az do momentu,gdy się dowiedziala o smierci brata i ukochanego w wypadku samochodowym,ktorego dotyczące fakty nie są dokladnie znane.
Imaru i Kamirian do tej pory byli jej zyciem i wsparciem.Po ich smierci swiat dziewczyny legl w gruzach.Jak i wewnętrzny tak i zewnętrzny.
Znane wydawnictwo ,,Storm" bankrutowalo,a przyjaciolka Reya,z ktorą się uczyla,studiowala i pozniej pracowala,wyjechala do innego miasta.Dziewczyna zostala sama.To byl okres,gdy stracila nadzieję i wszelką wiarę.Probowala nawet popelnic samobojstwo,ale Max,zawiozl ją w porę do szpitala,gdzie bylo zrobione plukanie zolądka.
Mieszkanie,ktore wynajmowala musiala zostawic,gdyz nie miala juz wystarczająco pieniędzy.Tym razem Max takze wyciągnąl pomocną dlon,sam w tym czasie nie mial wlasnego mieszkania-mieszkal u przyjaciela,ale zaproponowal jej dach nad glową.
Porzucona przez naukowcow rodzicow i przyjaciol przyjęla propozycję.Nie miala wyjscia.
Do dnia przyjazdu do owego mieszkania,Max nie zdradzal kim jest jego przyjaciel,twierdzil,ze dziewczyna go nie zna,ale jednak znala.To byla osoba,z ktorą od jakiegos czasu darla koty-Gaspar Sayora.Z tym czlowiekiem lączyly ją niezbyt mile wspomnienia,ale jednak z biegiem czasu wszystko się zmienilo...Niestety zrozumiala to za pozno,dopiero,gdy opuscila jego dom...
www.on-the-way-to-happiness.blog.onet.pl
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (2) Dodaj

43

poniedziałek, 27 grudnia 2010 11:26:40
-Aisho!Nie udawaj.-wywrocila oczyma przyjaciolka.
-Zbyt malo mnie z nim lączy,zebym mogla cos do niego czuc.-po chwili namyslu odpowiedziala kopiąc się w teczce z papierami.
-Ale jednak czujesz.-pewna siebie powiedziala Azjatka,trafila w samo sedno.Aisha odlozyla papiery w stronę,zamarla.Reya natomiast oparla się o stol zielonookiej.Uniosla glowę i utkwila wzrok w suficie.Widocznie cos wspomniala.Cos osobistego.Aisha byla pewna.Myslala o czyms osobistym.Takze jak i ona.
-Hm...-wymamrotala cos niezrozumialego Aisha.-Reya,a ty?
-Ja?-niezrozumiala pytania dziewczyna lub udala,ze nie zrozumiala.
-Tak,ty.Podobal się ci Rei?-usmiechnęla się cwaniacko brązowowlosa.
-No...Podobal się.-odpowiedziala.Zielonooka przyjrzala się jej uwaznie,nadal miala na twarzy ten usmiech.-Ale to nic nie znaczy..Pozatym dawno to bylo.-zagestykulowala rękoma w gescie obronczym ciemnooka.
-Ach,Reya.Nie zmienilas się.-zachichotala zielonooka.Reya tez się usmiechala.
-Ty tez Aisho.Ty tez.-smiejąc się oznajmila i wydęla zabawnie usta.Nie zmienila się.Byla nadal taka sama co stanowilo roznicę między nią a jej kolezanką,ktora jednak nie byla juz tą samą osobą.Byla silniejsza.
~*~
Zaparkowala swoje auto w podziemnym garazu.Wsiądla do windy i nacisnęla guziczek z cyferką 13.Winda stanęla juz na samym parterze.Do srodka wszedl męzczyzna srednich lat o nienaturalnie niebieskich tęczowkach i kapeluszu na glowie.
-Dobry wieczor mis Aishima!-krzyknąl do niej jeszcze ochroniarz,ktorego widziala tutaj prawie codziennie.
-Czesc,Franco!-pomachala mu i tyle go widziala.Drzwi windy się zamknęly,zostala z dziwnym typkiem w malym,zamkniętym pomieszczeniu.
-Dokąd pani?-przemowil teraz brunet o nienaturalnie niebieskich oczach.
-Na trzynaste.-odpowiedziala spokojnie.
-Hm,ale pani powiodlo się.-usmiechnąl jakby zadowolony.-Mnie na szoste.-dodal.Przez kilka sekund obserwowala go.Wydawalo się,ze widziala juz jego gdzies,ale nie mogla wspomniec gdzie dokladnie.Po chwili winda zatrzymala się.
-Do zobaczenia.-rzekl wychodząc i klaniając się,przy tym dlonią przytrzymując kapelusz.W odpowiedzi kiwnęla jedynie lekko glową.,,Dziwny".Pomyslala.,,I ma dziwnie znajomą twarz".Dalszą drogę przyglądala się swoim paznokciom.Wkrotce byla na miejscu.,,Trzynaste pietro...Coz w tym zlego?Szesc tez pechowa liczba."Przeszlo jej przez mysl.Pewnym,kobiecym krokiem wyszla z windy.Po drodze zaczęla kopac się w swojej duzej,kwadratowej torbie.Gdy stala juz pod drzwiami zostalo jedynie wepchnąc klucz do dziurki.Zrobila to jednym ruchem dloni.Weszla do srodka.Bylo ciemno.
Wewnątrz pachnialo mieszanką roz i wanili.Cale pomieszczenie zionęlo chlodem tęsknoty i zenskiej samotnosci.Przyzwyczaila się.
Przed tym jak wlączyc swiatlo zamknęla za sobą drzwi.Sięgnęla za wlącznikW oswietlonym juz pomieszczeniu sciągnęla leniwie ze stop buty i rzucila je niedbale w kąt.Bez większego zastanowienia skierowala się do kuchni.Wyjęla butelkę dobrego wina i kieliszek,postawila je na stoliku w salonie.Sama poszla do lazienki.Wzięla krotki,ale odpręzający prysznic.Swiezo pachnąca ubrala na siebie krotkie spodenki i top na szelkach.Usadowila sie wygodnie w fotelu.Nalala sobie do kieliszka krwistego plynu i zamarla w bezruchu.,,Mysląc o nim stalam się podobna do niego".Zamoczyla lekko wargi w kieliszku,oblizala je ,niby instynktywnie a moze nerwowo.Spojrzala na stolik poobstawiany zdjeciami z roznych okresow jej zycia.Jedne przedstawialy ją jako nastolatkę w szkolnym mundurku,drugie-ją i Imaru,jeszcze następne wszystkich jej znajomych i przyjaciol.Wlasnie na jednym z nich byl i Gaspar,o dziwo z ogromnym usmiechem na twarzy.Przytulal do siebie ją i Kamira,obok stal Max i Rei,a takze Gabi, Imaru,Reya oraz Mariko z Darielem.Wyraz kazdego z nich wyrazal szczerą radosc.Wlasnie bylo to zdjęcie z jednej wspolnej wycieczki,gdzie spędzili wesolo czas.
,,Idiotka."Pomyslala i zamknęla oczy nadal trzymając kieliszek z winem w ręku.Jednak usmiechnęla się na samo wspomnienie o tamtych chwilach.Nie zwazając na nic byla szczęsliwa.
~*~
Byl to jeden z niewielu tygodni,gdy chlopacy byli wolni i mogli poswięcic czas wylącznie sobie.Jako,ze pojedynczo nie mieli co robic,Dariel zaproponowal zjezdzic nad morze,gdzie mial wlasną willę.Okazalo się,ze bylo to miejsce godne nazwania istnym rajem.Byl to wspolczesny,jasny budynek,ktory byl zbudowany na nieduzym wgorzu.Dookola byl otoczony laskiem,zas od strony wschodniej rozciągal się piękny widok na morze.
-Dlugo jeszcze?-wciąz,co pięc minut pytala Reya,gdy szli przez lasek w stronę plazy.
-Do kibla chcesz?-pytaniem odpowiedzial Max.
-Nie.-warknęla w stronę blondyna dzwigającego na plecach plecak.Niezadowolona i wkurzona pochylila się blizej rudowlosej i szeptem zapytala:
-Dlaczego on tak się gapi?
-Kto?-niemal krzyknęla Aisha mrugając oczyma i wodząc spojrzeniem po twarzach przyjaciol.
-Rei.-wydęla wargę Azjatka.
-Ahm...Chyba wpadlas mu w oko.-wzruszyla ramionami rudowlosa i puscila oczko Rei'owi.Blondyn się zarumienil slysząc slowa zielonookiej.
www.on-the-way-to-happiness.blog.onet.pl
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (2) Dodaj

niedziela, 26 grudnia 2010 16:56:35
Przyblizyl się i tak niespodziewanie pocalowal ją.Nie chciala tego,chociaz jego pocalunek nalezal do jednych z najprzyjemniejszych.Calowal ją powoli,ledwo muskając jej wargi swoimi ustami.Zamglilo jej przed oczyma,czula pulsującą krew we skroniach.Juz zaczynala czerpac przyjemnosc,przyblizyla się cialem do Maxa,objęla go za szyję,ale rozsądek i rozum przebudzily ją.,,On moj przyjaciel."Dotarlo do niej.Nie powinna pozwalac na to,aby traktowal ją jako dziewczynę.Juz chciala go odepchnąc,gdy uslyszala szczęk otwieranych drzwi.Z trudem odsunęla chkopaka od siebie,na co zareagowal pytającym spojrzeniem.Ona wlepila wzrok w jeden punkt,a dokladniej w stronę drzwi gdzie stal nie kto inny jak Sayora.Max powrocil się w tamtą stronę.Byl nie mniej zdziwiony i zszokowany niz dziewczyna.
-Nie będę wam przerzkadzac.-rzekl chlodno.Zacisnąl wargi w wąską kreskę,tak az mu pobladly.Wyszedl,zamykając przed tym za sobą drzwi.
-Dlaczego to zrobiles?-wrzasnęla na blondyna.Zmarszyla ze zlosci brwi,między ktorymi powstala pionowa kreska.Odepchnęla brutalnie Maxa od siebie.
-Aisho...Ja...-wstal.Zacząl podbierac slowa,a Max i brak odpowiedniego slownictwa,to cos niewidzianego.Spoglądal tępo na nosy swoich butow.Teraz poczul się szmatą.
-Co ty?Co ty?Odpowiadaj,gdy się pyta!-wskoczyla i zaczęla walic pięsciami mu po piersiach.Nie zatrzymywal ją.Byl tego wart.
-Wybacz.-jęknąl obejmując dlonmi glowę.Usiądl spowrotem na lozko.
-Wybacz...-szepnąl.Dopiero teraz zrozumial co zrobil.
-Max...Jestesmy przyjaciolmi,a przyjaciele...Nic więcej.-stala obok obejmując się rekoma.Po jej twarzy splynęla jedna lza,po ktorej potoczyly się kolejne.
-Wybacz.Ja...Ja...Nie wstrzymalem się,bylas taka krucha...Ja...Aisho,proszę wybacz mi.-spojrzal na nią niczym bezbronny piesek.Przylegl do jej plecow,szepcząc ciche ,,wybacz".Dziewczyna skulila się i usmiechnęla się blado.
-I co teraz?-zapytala z kpiną.-Zostanę dziwką w jego oczach.Dziękuję Max,a teraz wyjdz.-napięla mięsnie i uwolnila się z jego ramion.Podeszla do okna,znowu udawala,ze patrzy na ulicę.
-Kochasz go...Raz zalezy ci na jego opinii.-mruknąl i wyjąl cos z kieszeni spodni.Polozyc nieduzy przedmiot na stoliku obok lozka.Spojrzal z zalem i troską na dziewczynę.
-Wyjdz.-syknęla nawet nie spoglądając na niego.
-Wyjdę...Do zobaczenia.-spojrzal raz jeszcze na rudowlosą.
-Zegnaj,Maxio.-odpowiedziala mu glosem zionącym chlodem i bolem.
Wyszedl.
Zszedl po schodach w dol,minąl nieuprzejmą recepcjonistkę i znalazl się na dworze.Bylo jasno.Pierwsze promienie slonca delikatnie piekly skorę.Blondyn westchnąl ze skruchą.
Samochod Gasa znajdowal się na miejscu,gdzie widzial go poprzednio,co bylo tez niespodzianką.Sam brunet stal obok przyglądając się uwaznie porannemu sloncu.W dloni trzymal dymiącego papierosa.
Max podszedl do niego i spojrzal mu w ciemne tęczowki,ktore teraz nie wyrazaly zadnych uczuc.
-Myslalem rzuciles.-rzekl.
-Tez tak myslalem.-spojrzal na niego z wyrzutem.
-Co teraz?-zapytal piwnooki.Wlozyl ręce do kieszeni i zgarbil się lekko.
-Pytasz co teraz?Mnie?-warknąl Gaspar depcząc okurek butem.-Jedziemy do domu i po sprawie.
-A Aisha?-uniosl brew Max.Udawal,ze nic się nie stalo,ale czul się winien.Zranil przyjaciolkę.Mozliwe Gaspara tez,nie wiedzial co się dzialo w jego glowie,ale po jego zachowaniu mogl wyciągac wnioski-byl wkurzony.
-A co Aisha?Jest zywa i zdrowa,cieszmy się.
~*~
Minęly kolejne dwa lata.Jedne rany się zagoily,a niektore...Nadal krwawią.Zdazalo się,ze wznosilam i padalam,ponownie wznosilam...I tak w kolko.Zycie.
Zerwalam stare wiezie,nawiązalam nowe.Zycie.
Jestem nadal Aishą Aishimą,tą samą,ale juz zupelnie inną,jestem drugą osobą.Jak zewnętrznie tak i wewnętrznie.Zmienilam się.
Scięlam swoje dlugie rude wlosy,teraz sięgają mi do ramienia.Przefarbowalam je na ciemny brąz.Slyszalam,ze kobiety,zmieniają fryzury,gdy chcą zmian lub je mają w zyciu.Wlasnie,chyba jestem jedną z nich,bo zmiany nastąpily.
Co za ironia losu.Pracuję teraz w ,,Human'ie" wraz z Reyą.Jestem niezmiernie tej dziewczynie,ze sprowadzila mnie tutaj.Bycie glownym redaktorem tego czasopisma to odpowiedzialna i dobrzeoplacalna praca.
Takze posiadam wlasne,piękne mieszkanie w jednym z wiezowcow,gdzie napewno nie kazdy pozwoli sobie zamieszkac.Co prawda nadal czuję się tutaj nieswojo,brakuje mi ludzi,ktorzy stanowili wazną częsc mego zycia.Tęsknę.Jednak tęsknię za nimi.
~*~
-Kochanie,wciąz się zadręczasz...Nie rob mi tego,wiesz,ze cierpie,gdy widzę cię taką.-cmoknęla ustami Reya podchodząc blizej przyjaciolki.
-Wiem.-odpowiedziala beznamiętnie zielonowlosa przyglądając się swoim paznokciom.
-Aiiishooo...-jęknęla skosnooka kladąc ręce na ramiona dziewczyny.-Ile mozna?
-Nie wiem Reya.Nie wiem.-szepnęla splatając ze sobą palce i kladąc na nich podbrodek.
-Ai.Spojrz na mnie.-rozkazala Reya krzyzując ramiona na piersiach.
-Spoglądam.-uniosla brwi zielonooka.
-Ty go koszasz?-prosto z mostu spytala brunetka z powaznym wyrazem twarzy.
-Kogo masz na mysli?-odwrocila wzrok,udawala,ze nie rozumie.
www.on-the-way-to-happiness.blog.onet.pl
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (2) Dodaj

41skyrius

sobota, 25 grudnia 2010 15:57:25
-Max...Ja...-zamknęla za sobą drzwi i plecami oparla się o nie.
-Mhm?-stanąl twarzą do kobiety z widocznym pytaniem w oczach.
-Cieszę się,ze cię widzę.-poslala mu niesmialy usmiech,na co blondyn tez usmiechnąl się kącikiem ust.
-Ja cię tez,Aisho.-odpowiedzial wlepiając wzrok na drzwi,znajdujące się za plecami rudowlosej dziewczyny.
-Jak mnie znalazles i po co wogole przyszedles?-podeszla do okna,lekko odsunęla zaslonę udając,ze wpatruje się w cos.Potem powrocila sie twarzą do chlopaka oczekując odpowiedzi.
-Martwilem się.-rzekl na nią patrząc z niesmialoscią dziwnie do niego niepasującą.
-Max...Ja...Przepraszam,nie mogę wrocic,jezeli będziesz o to mnie prosic.Przepraszam.-raptownie maska obojętnosci i chlodu spadla z oblicza dziewczyny.W jej oczach zalsnily krzysztaliki slonych lez i dziewczyna po prostu podbiegla do przyjaciela i wtulila się w niego mocno.
-Jakze jestes chrupka.-westchnąl Max odwzajemniając uscisk.Pogladzil ja po plecach na co zareagowala drgnięciem i pociągnięciem nosa.
-Usiądz.Wyglądasz mizernie.-dodal ze smutkiem usmiechając sie.Usadzil dziewczynę na krawędzi lozka.
-Dziękuję.-skrzywila się nieznacznie,chociaz starala się wymusic usmiech,ktory jak widac nie udal się.
-Wiewiorko,co się takiego stalo między tobą a Gasem?-zapytal.Wciąz dązyl do uzyskania odpowiedzi dręczących go pytan.
-Nie moglam...To zbyt skomplikowane.Blagam,nie pytaj o to...Nie chcę o tym mowic.-zaszlochala tuląc się w ramionacha blonwlosego przyjaciela.
-On cos ci zrobil?-zadal kolejne pytanie nie przestając gladzic plecow dziewczyny,ktore napięly się niespodziewanie.
-Nie.Nic.-szepnęla chryple.Scisnęla palcami koszulę Maxa.
-Aisho.-odsunąl ja ledziutko od siebie,tak aby moc zajrzec jej w oczy,ktore teraz chowala pod rzęsami.Obserwowal ją uwaznie,wydawala się taka slaba i berbronna.Nawet taki zwykly gest,jak zagarnięcie kosmyka wlosow za ucho sprawialo wrazenie kruchosci i niewinnosci.,,Coz takiego lezy na jej sercu?"-zadawal w kolko te pytanie piwnooki.
Teraz,tak samo jak wczesniej z poloprzymkniętymi oczyma utkwionymi gdzies w podlogę i rękoma scisniętymi w pięsci ulozonymi na kolanach siedziala nieruchomo niczym lalka.Dręczylo ją cos.Byl pewien.Nie chciala o tym mowic,a moze bala się.,,Jezeli ten gnojek cos jej zrobil,osobiscie wykastruję gada".
-Ai.-szepnąl.Nadal nic.Zadnej odpowiedzi.-drgnęla ledziutko przegryzając wargę.
-Aisho.-zwrocil się do niej glosniej.Wyciągnąl ostroznie rękę i dlonią dotknąl jej policzka.Zamrugala i uniosla ledziutko glowę.Milczala.Zerknęla na blondyna lsniącymi tym niezindyfikowanym smutkiem oczyma.
-Blagam.Nie zachowuj się tak.-pogladzil opuszkami palcow jej twarz.Spoglądala teraz na niego pytająco.
-Maxio.-chlipnęla pod nosem,uniosla dlon jakby z zamiarem cofnąc rękę chlopaka,ale tuz powrocila do poprzedniej pozycji.
-Do not give up...Do it baby.Remember every fall is a new challenge,just do it baby.-polszeptem zaspiewal patrząc dziewczynie w oczy.Usmiechnęla się lekko.
-Co to bylo?-zachichotala z obawą w glosie.
-Nie wiem.Przyszlo do glowy i tyle.-wyszczerzyl sie,ale o dziwo natychmiastowo spowaznial widząc tą samą,co poprzednio smugę smutku na twarzy zielonookiej.Westchnąl.Przyblizyl się do dziewczyny i znowu pogladzil ją po policzku.Miala usta lekko rozwarte jakby do pocalunku stworzone.Byla pociągająca.Taka bezbronna.
Zajrzala mu w oczy i znieruchomiala.Przelknąl slinę.Dlonią pogladzil delikatnie policzek nieco zjezdzając na szyję.
-Max...Co ty ro..?-niedokonczone pytanie dziewczyny utonęlo w ciszy hotelowego pokoju.
~*~
-Cholera,gdzie ten idiota?-zadal pytanie na glos brunet,chociaz doskonale wiedzial,ze odpowie mu jedynie cisza.Nie mogl dluzej czekac.Wyskoczyl z auta trzaskając drzwiczkami.Nie obchodzilo go to teraz.
Pewnym krokiem wszedl do sali,gdzie siedziala znudzona recepcjonistka.Podszedl do niej i bez ceregieli zapytal:
-Hej.Gdzie się podzial taki idiota blondyn,ktory zapewnie pytal o dziewczynę imieniem Aisha Aishima?
-Dzien dobry.-odpowiedziala blękitnooka lustrując uwaznie jego sylwetkę.
-Nie muszę tego...-zaczęla cos mowic,ale brunet przerwal:
-Slyszalem te wasze bzdety,proszę jedynie powiedziec gdzie się ulotnil ten idiota!
-Ehm...drugie piętro,35 pokoj po lewej.-odpowiedziala wystraszona nie na zarty morderczego spojrzenia bruneta.
-Dziekuje.-rzucil na odchodne.Stanąl na miejscu i zapytal:
-A byla z nim rudowlosa dziewczyna?
-Tak,byla.-odpowiedziala recepcjonistka z trudem przelykając slinę,zas brunet jak huragan wszedl po schodach w skazanym przez kobietę kierunku.
-35 piąty pokoj po lewej.-mruknąl sam do siebie oglądając się w poszukiwaniu potrzebnego mu pokoju.
,,35,mam was"pomyslal i podszedl do drzwi.Bez zbędnych czynnoscil nacisnąl na klamkę i otworzyl drzwi.To co tam ujrzal wmurowalo go.Max z Aishą wtuleni w siebie,calowali sie.Gdy uslyszeli szczęk otwieranych drzwi oderwali się jeden od drugiego i z wystraszonymi oczymi przyglądali się brunetowi.
-Nie będę wam przeszkadzac.-burknąl i zamknąl spowrotem drzwi.Wyszedl.
www.on-the-way-to-happiness.blog.onet.pl
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (0) Dodaj

40

piątek, 24 grudnia 2010 15:41:13
Przed tym jak wejsc do budynku blondyn przyjrzal się tabliczce z dwoma gwiazdkami,ktora wisiala przy wejsciu.
-,,Calkiem niezle jak na taką dziure."-pomyslal,gdy tylko wszedl do srodku.Na pierwszy rzut oka bylo tutaj skromnie i przytulnie.Chlopak oglądnąl się za recepcją,kiedy ujrzal ją natychmiast ruszyl w tą stronę.Przygotowal się do dialogu z nieprzyjazną pracownicą i usmiechnąl się najsmutniej jak tylko potrafil.
-Dzien dobry.-przemowil cichym glosem.
-Dobrego ranka.Czym mogę panu pomoc?-nieco sennie,ale z uprzejmoscią wymamrotala firmowy tekst,kobieta o duzych niebieskich oczach.
-Mam problem.-spojrzal jej w oczy i chlipnąl nosem donosnie.
-Slucham?-zapytala zdziwiona jasnooka.
-Między mną a moją dziewczyną zaszla klotnia i...Ona odeszla.Bardzo o nią niepokoję się.-znowu chlipnąl nosem.
-Proszę do rzeczy.-rzekla jeszcze cierpliwie kobieta.-Pan chce zarezerwowac pokoj?-zapytala jeszcze.
-Nie...Szukam dziewczyny...Aishę Aishimę...Czy mieszka tutaj taka?-przeszedl do konkretow blondyn widząc,ze kobieta zaczyna niecierpliwic się.
-Pan chyba wie,ze nie mam prawa mowic,takich rzeczy byle komu.-odpowiedziala zmierzając Maxa wzrokiem.-Kim pan jest i co panu potrzeba,jesli to jakis dowcip to...-nie dokonczyla zdania,gdyz Max chwycil jej dlonie w swoje ręce i spojrzal na nią blagalnie,zupelnie ignorując poprzednie slowa kobiety.
-Proszę o litosc...-chlipnąl ze smutkiem w oczach.-Obeszlem tyle szpitali,hoteli,obdzwonilem znajomych i nic.
-Niech pan zawiadomi policję.To nie w moich kompetencjach.-odpowiedziala mu chlodno.
-Alez...Czyzby pani nigdy nie kochala?-zajrzal jej w oczy kolejny raz.
-N-nie.-nadal starala sie brzmiec surowo i stanowczo,ale tym razem jej się nie udalo.To byl slaby jej punkt.Jak większosci kobiet.
-Więc?-ponaglil ją Max.
-Nic panu nie powiem.-wyrwala dlonie z jego uscisku i marszcząc brwi dodala:
-Pan dobrowolnie się wynosi,albo zawolam ochroniarzy,ktorzy wywalą pana stąd.Nie zrozumiale się wyrazilam?
~*~
Restauracyjka otwierala się wczesnie,więc dziewczyna,jako,ze ostatnio malo sypiala,postanowila cos zjesc.Od wczorajszego dnia nie miala nic w ustach.Wlasnie na sniadanie zjadla cos w rodzaju angielskiego sniadanka,tosty i jajecznicę,zazwyczaj nie lubila i nie jadala takich dan,ale teraz to stanowilo wyjątek,byla glodna.
Wyszla do skromnej sali,gdzie znajdowala się takze skromna i mala recepcja.Uslyszala tam jakis szum.Kobiecy i męski glos.
-...pani nigdy nie kochala?-uslyszala męski,trochę chryply i jakze znajomy glos.Wstala na miejscu jak wryta.
-Nic panu nie powiem.Pan dobrowolnie się wynosi,albo zawolam ochroniarzy,ktorzy wywalą pana stąd.Nie zrozumiale się wyrazilam?-niemal krzczala kobieta znad blatu,o dziwo,wyrywając dlonie z uscisku Maxa.
-Nie trzeba.Proszę tylko odpowiedziec na me pytanie?Jest tutaj Aisha Aishima.-spokojnie prosil blondyn,ale Aisha,znala go na tyle dobrze,ze potrafila wyczuc,ze jest juz wkurzony.Chwilę stala i przyglądala się calej sytuacji.
-Nie powiem.-kobieta chwycila juz telefon do rąk.
-Nie trzeba!-glosno powiedziala rudowlosa niby przebudzona po dlugim snie.-On jest moim przyjacielem.-juz spokojnym tonem powiedziala,a niebieskooka kobieta zmierzyla ją wzrokiem.
-Przepraszam.-z grymasą niezadowolenia odpowiedziala kobieta i polozyla telefon na poprzednie miejsce.
~*~
Kątem oka obserwowal jak Max poszedl w gląb budynku.Odlozyl telefon na poprzednie miejsce.Nikomu nie musial zadzwonic,chcial tylko na chwilę zostac na samotnosci.Przeczesal palcami wlosy,spojrzal w stronę hotelu,polozyl dlonie na kierownicy i opuscil glowę tak,ze kosmyki wlosow zaslanialy mu oczy.Westchnąl.Ponownie powrocil glowe do drzwi,w ktorych zniknąl Max.Wydalo mu się dziwne,ze tak dlugo nie wychodzi.
-,,Czyzby ją znalazl?"-przeszlo mu przez mysl.,,A moze wkopal się w cos...Ale nie,zostalby wywalony...Muszę tam pojsc i prawdzic".
~*~
-Aisho.-na twarzy blondwlosego chlopaka zagoscil się szczery usmiech radosci.Rzucil się na dziewczynę i przytulil ją do siebie,przylegając przy tym do niej calym cialem.
-Maxio...Skąd wiedziales,gdzie jestem?-zapytala rudowlosa dziewczyna z trudem lapiąc oddech,ale nie odpychając chlopaka.
-Martwilismy się.-mruknąl do jej ramienia.
-Martwilismy się?Od kiedy o sobie mowisz w liczbie mnogiej?-probowala zartowac Aisha.
-Martwilismy się...Ja...I...Gaspar.-zelzyl swoj uscisk i spojrzal jej uwaznie w oczy,ktore spoglądaly z zaciekawieniem w jego samego tęczowki.
-Az tak.-mruknęla.Teraz wyglądalo,ze jej oczy zamglily się jakims nieznajomym blondynowi smutkiem.Mozliwe,ze tak i bylo,przeciez on wspomnial o Gasparze,a przez ten caly okres gdy go nie bylo,między nim a nią cos się stalo.Cos,co mozliwe ją ranilo.
-Chodzmy do pokoju.-spojrzala na niego tym smutnym wzrokiem.
-Aisho?-zapytal patrząc na nią.Polozyl dlon na jej ramieniu.
-Tak?-uniosla brew.
-Wrocmy do domu.-blagalnie przyjrzal się jej.
-Nie.-odwrocila wzrok.Czul jak jej ramiona napięly się.
-Dlaczego?-szepnąl.
~*~
Merry Christmas everyone who reads this shit~^.^~...
:-D;-):-*
www.on-the-way-to-happiness.blog.onet.pl
Nastrój:
Kategoria: Opowiadanie
tagi:
Komentarze (0) Dodaj

~39

sobota, 11 grudnia 2010 17:10:03
Slyszal swoj wlasny glos histerycznie krzyczący,,zostwacie go!",czul gorąco a jednoczesnie chlod,szarpal się co sil,ale dwoje umięsnionych męzczyzn byli silniejsi od piętnastoletniego chlopaka.Zanim zdązyl się zorientowac co wogole się dzieje poczul slabnący uscisk.Uslyszal krzyk kobiety.,,Zwiewamy!"krzyknęla ona,na co ci puscili go.Upadl na kolana z trudem lapiąc powietrze.Niby zamglonymi oczyma widzial na sciezce porozrzucane swoje rzeczy:podartą bluzę,zdruzgotany klarnet wraz z futeralem,jeszcze jakies drobnostki,ktore wypadly mu z kieszeni.Trochę dalej lezala teczka z podartymi i nieco brudnymi kartkami papieru,ktore niekdys stanowily rysunki jego brata.Podniosl sie z kolan do pionu i chwiejnie podszedl do brata ktory bezwladnie lezal na trawie.Poczul jak nogi zaczynają mu drgac a po plecach,co kilka sekund niby przebiegają nieduze stada mrowek.Stanąl nad nim i jedynie spoglądal na bladą twarzyczkę Oscara.Nie mogl siebie zmusic podejsc blizej i przykucnąc przy drobnym ciele.Czul jedynie wstręt,chcialo mu się wymiotowac,dlugo zanim nie zemdleje tracąc wszelkie zapasy sil.
Gaspar nie byl glupim dzieckiem,on wszystko rozumial.Rozumial dlaczego ta czworka tak szybko zwiala,rozumial,ze jego mlodszy braciszek jest martwy...I wszystko przez tą rudą,ktora popchnęla malca,a on upadl na kamien glową...Nagla smierc...Wszystko przez kilka papierkow ,tak zwanych pieniądzami.
Stojąc tak przy ciele brata slyszal czyjs jęk,ale nie mogl zrozumiec skąd pochodzi.Przymknąl powieki, zza ktorych potoczyly się ogromne lzy.Tyko po jakiejs,bardzo dlugiej i ciązącej się chwili zrozumial skąd pochodzi ten spazmatyczny jęk.On plakal,dusząc się lzami lkal,a dalej byla zupelna pustka-nic nie pamiętal,jedynie mrok.
Obudzil się,byl pewien,ze się obudzil.W poblizu,jak mu się wydalo,w okolicy jego nog co jakis czas ktos pochlipywal nosem.Otworzyl oczy i ponownie je zamknąl.Jego oczy byly czule na jaskrawy blask swiatla,zmarszczyl tylko brwi i z trudem otworzyl powieki.Tak,to byl szpital,on znajdowal sie w szpitalu,o czym swiadczyly biale tonacje pomieszczenia i ten dziwny zapach srodkow dezynfekujących.Spojrzal na krawędz lozka,gdzie siedziala jakas kobieta.To byla jego matka-Surya.Ta zawsza radosna i kwitnąca kobieta teraz siedziala skulona z twarzą zakrytą rękoma.Zawsze nosila wlosy rozpuszczone,a teraz miala je spięte w niedbalą kitkę.Wyglądala mizernie.
Chlopak probując podniesc się jęknąl na co kobieta natychmiastowo zareagowala.
-Gaspar...Synku.-szepnęla sciskając chlopca.
-Mamo...Oscar on...-zacząl ale urwal widząc lzy w opuchniętych oczach matki.Natychmiast odwrocila glowę w inną stronę widocznid nie chciala martwic syna,ale przeciez on rozumial,widzial swymi oczyma.Przymknąl powieki sciskując jednoczesnie pięsciami posciel.
-Gdzie ten kurdupel?-ktos wydarl się na korytarzu.Chlopak rozpoznal ten glos.Otworzyl oczy.
-Panie Sayora,proszę o ciszę,dziecko przezylo powazną traumę.-powiedzial czyjs lagodny glos,chyba lekarza.
-Nie obchodzi mi to.-fuknąl ten drugi.
-Proszę o spokoj,pan znajduje się w szpitalu.-rzekl ten drugi z nutą surowosci w glosie.
-Dobrze.Chcę zobaczyc syna.Ktora sala?-juz zupelnie spokojnie powiedzial pierwszy.
-Wlasnie pan stoi obok.-odpowiedzial mu drugi.
-Dziękuję.-mruknąl męzczyzna i w tym czasie drzwi do sali otworzyly się.
-Ryo!-usmiechnęla się smutno matka.
-Surya,odejdz!-burknąl do kobiety zupelnie nieprzyjaznie.
Chlopak spoglądal na obu rodzicow jak na zupelnie obcych mu ludzi.Oczy ojca plonęly gniewem i nienawiscią.Chlopak scisnąl mocniej koldrę.
-Tato?-pytająco wyszeptal.
-Milcz,morderco!-wymierzyl mu z otwartej dloni w policzek.Gaspar nawet nie zdązyl mrugnąc jak poczul piekący bol
na twarzy.Zamrugal tylko oczyma i spojrzal pytająco na ojca.
-Ryo!-krzyknęla matka tuląc do siebie chlopca.Plakala kolysząc się ledziutko.Mlodszy Sayora sztywnie spoglądal na ojca,ktory stal z obojętną,chlodną miną.
-Ty jestes temu winien.-wysyczal i wyszedl.Matka puscila chlopca i wybiegla z tylu męza zakrywając twarz dlonmi.
,,Ty jestes temu winien..."Jedna samotna lza potoczyla się po jego policzku i wsiąknęla się do koldry.Jakby w transie polozyl sie na plecach i spojrzal na sufit.Ujrzal przed oczyma surową,karcącą twarz jego ojca.
-Więc tak oni o mnie myslą...-szepnąl sam do siebie i zaplakal,ale obiecal sobie,ze to jest ostatni raz,kiedy placze przez rodzicow.
~*~
Juz zdązyli obejsc chyba pięc hoteli,ale w zadnym nic nie uzyskali.Wszędzie slyszeli frazy typu ,,Nie mamy prawa glosic takiej informacji"lub,,Nie,osoba pod takim imieniem u nas nie zamieszkala".Jezdzili tak po calym miescie ponad trzy godziny,juz wkrotce mialo wzejsc slonce.
-Gas,moze lepiej powiadomic o tym policje?-zapytal Max ziewając.
-Nie.-odpowiedzial Gaspar mu chlodno.
-Dlaczego?-zapytal blondyn.
-Zostalo jeszcze kilka hotelow.-mruknąl zatrzymując samochod wlasnie przy jednym z nich.
-Ech.-odetchnąl Max.
-Idz do srodka i zapytaj o nią.-rozkazal starszy.
-A ty?-zapytal Max.
-Muszę natychmiast zatelefonowac jednej osobie.-rzekl nie patrząc na Maxa.
www.on-the-way-to-happiness.blog.onet.pl
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (0) Dodaj

~38 rozdzial~

piątek, 10 grudnia 2010 19:04:45
Malec podbiegl do brata,ktory juz go czekal w niedorzym korytarzyku z kilkonastoma szafeczkami,gdzie uczniowie zostawiali swoje rzecy.
-Czesc,zebrales się juz?-zapytal starszy brat.
-Nie,zaraz zlozę sie.Chwilę.-pisnąl w stronę Gaspara maly chlopak wkladając do specjalnej teczki duzy blok papieru.
-Szybciej.-rozkazal brat oglądając sciany ozdobione roznorodnymi rysunkami,chyba dzieci,ktore tutaj się uczyly.
-Juz.-usmiechnąl sie mlodszy do starszego,ktory odwzajemnil usmiech i rozczochral mu wlosy.
-Więc chodzmy.-rzekl do Oscara.
-Do widzenia mis Tanya!-krzyknąl jeszcze do nauczycielki,ktora akurat zamykala drzwi gabinetu.
-Do zobaczenia,chlopcy.-powrocila glowę w ich stronę kobieta.
Podekscytowany Oscar i wiecznie znudzony Gaspar opuscili budynek szkolki sztuk i szybkim krokiem skierowali sie w stronę swojej dzielnicy.Ich dom nie byl daleko,zawsze szli na piechotę,poniewaz zaden autobus nie podjezdzal az tak blisko ich domu.Co prawda bylo juz ciemno,a droga powrotna ciągnęla się wzdluz jednej z najbardziej niebezpiecznych ulic tego rejonu,ale chlopacy nie mieli innego wyjscia.To byla najprosztsza i najkrotsza ulica.
Malec wciąz staral się dorownac kroku starszemu bratu,co jakis czas podskakując na miejscu,zas on,Gaspar szedl z obojętną miną w ręku sciskując futeral od klarnetu,ktorego jakze nie cierpial.Oscar co chwilę przyglądal sie znudzonej twarzy starszego Sayory i czul sie odpowiedzialny za powagę brata,jeszcze raz spojrzal na niego i w koncu zapytal z zamiarem rozpocząc dialog:
-A wiesz co my dzisiaj malowalismy?
-Nie.-uniosl pytająco brew Gaspar widocznie zainteresowany intrygą mlodszego.
-Takiego szlachetnego pana z taaakimi wąsami.-pokazal rękoma wyobrazalne wąsy z podekscytowaniem.
-Niby zywego?-zapytal piętnastolatek.
-Aha.-przytaknąl z dumą w glosie osmiolatek tuląc do siebie teczkę z papierem.
-Fainie.-spowaznial starszy i odwrocil wzrok od brata w inną stronę,odkąd pochodzily dzikie rechoty grupki miejskich chuliganow.Stali przy budce telefonicznej,chyba jak zawsze cos ,,majstrując".Nieopodal znajdowal się sklepik czynny przez calą dobę,wiec nie dziwo,ze pijacy i narkomani krolowali przy nim.Wlasnie ta grubka facetow,chyba czekająca na jednego z kolezkow,ktory zapewnie poszedl im kupic po puszcze taniego piwka lub tak czegos podobnego,powrocila się w stronę dwoch chlopakow idących po chodniku.
-Oscar,chodzmy stąd szybciej.-szepnąl w stronę brata Gaspar.Czul napięcie,gdyz rechot tych typkow ciągnąl się za nimi.Oni ich sledzili,ale za pozno to zrozumial.
-Gas...Kim są ci lud..?-urwal w pol zdania Oscar,gdy ujrzal grupkę obcych facetow zastępującą im drogę.Chlopaki stanęli na miejscu jak wryci.Oscar,chwycil rękę brata.
Gaspar przelknąl dosyc glosno slinę.Serce zaczynalo bic niespokojnie,gdy jeden z tej czworki zacząl się zblizac.Wiedzial i nie raz slyszal o podobnych wydarzeniach,czyli o takich bandach wymagających od ludzi pieniędzy pozno wieczorem lub wczesnie nad ranem.Poszukiwani przez policje bandziory,niepelnoletni chuligani,narkomani i dzieci z problematycznych rodzin najczęsciej tutaj się kręcili i twozyli tutejszą swoją mafię.
-Witajcie chlopaki.-uslyszeli lekko zachryply,ale o dziwo kobiecy glos doslownie przesiąknięty jadem.
-Wybaczcie nam,ale musimy leciec.-z trudem wymusil spokojny ton glosu starszy z braci.Pociągnąl brata za rękę i ruszyl niemal biegiem przed siebie.
-Dokąd?Najpierw musicie zaplacic.-rzekla chryple kobieta z ironią,chwytając jednoczesnie mniejszego za rękę,w ktorej trzymal blok.
-Nie mam pieniędzy.-rzekl Gaspar spokojnie,ale glos mu lekko zadrzal.
-Mam ci uwierzyc na slowo?-zachichotala histerycznie rudowlosa.
-Gas...-pisnąl ledwo doslyszalnie Oscar tuląc teczkę do siebie i spoglądając z nadzieją na brata.Nie podobala się mu ta rudowlosa kobieta,ktora bolesnie sciskala jego nadgarstek,nie mowiąc o pozostalej trojce.
-Odposc mego brata!-nie panując juz nad sobą krzyknąl brunet i rzucil się na rudowlosą dziwkę z futeralem w ręku.Nie zdazyl nawet odskoczyc kilku metrow,jak dwoje typkow w podartych spodniach chwycilo go za ręce,blokując luby ruch.Instrument z hukiem runąl na ziemię.
-Alez gorąca krew.-mruknęla i odepchnęla od siebie mniejszego,ktory upadl bolesnie na zimną posadzkę.Jak i klarnet brata,tak i jego teczka z malowidlami upadla na chodnik.Maly jęknąl bolesnie chwytając się za glowę,pozniej stracil przytomnosc.
-Odposcie go!-ryknąl z histerią piętnastolatek szarpiąc się.
-Gilly,Nick,wytrząscie z niego wszystko co ma.-rozkazala chlopakom,ktorzy go trzymali.
-Mam nadzieję w kieszeniach nie jest tak pusto jak w spodniach...-mrunęla pod nosem,na co jeden targający mniejszego chlopca wybuchnąl smiechem.
-Zamknij ryj!-syknęla przykucając przy nim.
-Zemdlal malolata.-mruknąl ten.
-I pieniędzy nie ma.-
-Odejdz idioto!-ryknęla widząc grymasę bolu na malej twarzyczce.Dotknęla jego glowy-byla we krwi.
-Oscar!Zostawcie go!-wydarl się brunet i poczul,ze nikt juz go nie trzyma,natomiast uslyszal przesiąknięty strachem glos rudej,,zwiewamy".
www.on-the-way-to-happiness.blog.onet.pl
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Komentarze (0) Dodaj



Moje
Moje opowiadanie
SUPEROWE OPOWIADANIE MOJEJ BEST FRIEND


Grafikę DeviantArt do szablonu wstawiła Luna WiĘcej layout'Ów. Tekst piosenki zespołu The Cranberries.
Szablon wymaga od przeglądarki obsługi xHTML 1.0.